O obrotach ciał politycznych
Heraklit z Efezu mawiał kiedyś “panta rhei”, tłumacząc, iż wszystko w naturze płynie swoim prądem, który nie sposób zatrzymać. W polityce także nigdy nie było i wciąż nie ma miejsca na stagnację. Nawet w najbardziej skonsolidowanych systemach dwupartyjnych jest miejsce na niespodzianki. Przykładem może tu być chociażby Wielka Brytania, której to parlament od lat zdominowany był przez 2 partie: labourzystów i torysów. Tymczasem w bieżącym roku z poważnymi aspiracjami do walki politycznej włączyła się partia Liberalnych Demokratów, stając się centralnym języczkiem uwagi w dwubiegunowym systemie, sprawiając, że staje się on de facto systemem dwuipółpartyjnym (wyniki wyborów: torysi-36%, labourzyści -29%, LD -23%)
Oj tak, w polityce nie ma miejsca na bezruch. I tak się składa, że przez ostatnich kilka miesięcy przekonują się o tym i nasze partie polityczne. Od 1989 roku przeszliśmy już drogę od skrajnego rozdrobnienia partyjnego (przed ogłoszeniem progu wyborczego nawet do 30 partii w parlamencie) poprzez systematyczną redukcję, aż do obecnego stanu, liczącego 4 partie. Czym charakteryzuje się obecny stan? Otóż mamy do czynienia z niezwykłym kuriozum, w którym główna opozycja nie ma najmniejszego potencjału koalicyjnego, w dodatku skupia na sobie punkt krytyki reszty opozycji. Tak właśnie, SLD bardziej krytykuje PiS niżeli PO.
Platforma Obywatelska czyli partia CENTRO-PRAWICOWA sprawuje władzę wraz z PSL-em, partią chłopską czyli z historycznego punktu widzenia partią CENTRO-LEWICOWĄ, który to bez koalicji z PO w kolejnych wyborach znika z politycznej areny. Prawo i Sprawiedliwość nie będące zdolne do koalicji z nikim staje pojedynczo do walki z rządem jako opozycja PRAWICOWA, z mocnym socjalnym zacięciem w temacie gospodarki społecznej. SLD będący w opozycji jako partia LEWICOWA, w rzeczywistości lewicowy jest tylko w kwestiach światopoglądowych, ale sam kreuje się jako centrum pomiędzy dwoma biegunami w postaci PO i PiS-u. Ma nadzieję, że siedząc cichaczem i patrząc jak dwie główne partie dobierają się sobie do gardłem, najwięcej ugra.
Biorąc pod uwagę, powyższe fakty sensowna jest zatem prognoza, że bez żadnych większych zmian, w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych wygrywa PO, pozbywając się z koalicji niewygodnego partnera. PSL w obliczu boju o polityczne być albo nie być, wejdzie w koalicję z jedyną pozostałą partią, która ma potencjał koalicyjny czyli SLD i stworzą wspólną listę wyborczą. W ten sposób staną się realnym centrum ze zagregowanym poparciem obu partii koalicyjnych. Czyli de facto nic się nie zmienia, Ci sami aktorzy polityczni, znów więcej elektoratu negatywnego = mniejsza frekwencja w wyborach. Ale ale !… Na szczęście “panta rhei” i jesteśmy świadkami politycznej dyfuzji.
Przed wyborami prezydenckimi wysnułem tezę, iż jeśli Jarosława Kaczyńskiego zjedzą ambicje i będzie kandydował na Prezydenta RP to wiele zaryzykuje. Mianowicie w przypadku przegranej miałby stać się politycznym widmem, niezdolnym już do osiągnięcia czegokolwiek, trawionym ciągle przez ból utraty swego brata. Przewidywałem, że albo opuści PiS i schedę po nim przejmie Zbigniew Ziobro, albo pozostanie, umocni swoją pozycję wewnątrzpartyjną i… pociągnie partie za sobą na dno. Jakże dumę moją łechce to, że teza sprawdziła się niemal w pełni. Nie przewidziałem natomiast tego, że Kaczyński osiągnie tak zdumiewający wynik w wyborach ! Gdy przyglądałem się kampanii prowadzonej przez PiS, szczerze mówiąc, byłem w szoku. W szoku, że ta bezkompromisowa w dialogu partia jest w stanie zasiąść w sposób normalny do rozmowy, że istnieje w Polsce jeszcze coś takiego jak kultura polityczna. Teraz z perspektywy czasu, możemy uznać tą kampanię prezydencką za jedną z najnudniejszych owszem, ale bodaj najczystszych od roku 1990.
I patrzę tak z zadumą na obecne stanowisko Prawa i Sprawiedliwości i scyzoryk otwiera mi się w kieszeni…
Kaczyński raczy piętnować osoby odpowiedzialne za tą kampanię, najlepszą do tej pory w wykonaniu PiS-u. Okazuje się być perfidnym tchórzem, uchylając się od odpowiedzialności za decyzje i kierunek prowadzenia kampanii, twierdząc że był na mocnych prochach. Wypada zadać sobie pytanie czy Prezes PiS-u naprawdę jest tylko takim uciemiężonym polskim patriotą, który chce jedynie poznać prawdę o śmierci swojego brata, czy może raczej cynicznym, wyrachowanym politykiem ogarniętym dwoma rodzajami uczuć:
- chorobliwą ambicją posiadania władzy i możliwością kreowania dyskursu politycznego
- poczuciem niesprawiedliwości w obliczu tragedii smoleńskiej i tworzeniem teorii spiskowych na ten temat
Wolałbym wierzyć, że on sam faktycznie w nie wierzy, a nie wykorzystuje tego, a tym samym śmierci brata do celów agitacyjnych.
Migalski został usunięty ponieważ skrytykował linię Prezesa. Podważył jego autorytet. To jeszcze nie sprawiło jakichś większych zawirowań, a przynajmniej na zewnątrz partii. Kluzik-Rostkowska podpadła, bo zadeklarowała, że w przypadku odejścia Kaczyńskiego podejmie rękawicę i stanie do walki o fotel Prezesa ze Zbigniewem Ziobro (reprezentującym skrzydło konserwatywne PiS-u). Wzięła pod uwagę, to że Kaczyński kiedyś odejdzie z tej funkcji. Naturalne dla każdego normalnie myślącego człowieka, dla niego takie nie było. Kluzik-Rostkowska trafiła w jego czuły punkt, a w dodatku nie ukorzyła się gdy zarzucał jej, że spaprała mu kampanię prezydencką (co jest oczywistą brednią, bo gdyby nie kierunek kampanii nastawiony na elektorat centrum, PiS straciłby kilkanaście punktów poparcia ; nawet jeśli frekwencja byłaby większa wskutek większej mobilizacji elektoratu konserwatywnego, bilans byłby ujemny). Jakubowska oberwała rykoszetem, bo stała murem z Kluzik-Rostkowską. Obie zostały potraktowane jak zdrajczynie przez tzw “zakon” – czyli najbliższe i najbardziej zaufane otoczenie Kaczyńskiego ( m.in. Brudziński, Kurski, Błaszczak, Lipiński). I to przelało czarę goryczy. Ostatnie więzi trzymające liberalne skrzydło od kadłuba PiS-u rozpuściły się w wewnątrzpartyjnym kwasie. Dziś już wiadomo, że partie oficjalnie opuściły także tak istotne dla partii z merytorycznego punktu widzenia osoby jak Kamiński, Bielan, Poncyljusz, wcześniej Ołdakowski, a zapowiada się, że także europoseł Kowal zrobi to na dniach. Z większym rozłamem poczekałbym do 5 grudnia, gdy zakończy się II tura wyborów samorządowych. Raz, że nikt nie będzie już motywowany dobrem kampanii, a dwa, że stowarzyszenie utworzone ostatnio przez wspomnianych dezerterów, może mieć już wtedy realne fundamenty. Już obecnie Stowarzyszenie Polska Jest Najważniejsza, osiąga wysokie 6% poparcia – jak na początek funkcjonowania jest to świetny punkt wyskoku dla dalszego rozwoju. W dodatku już obecnie w jego skład wchodzą świetni profesjonaliści w sprawach polityki społecznej (Kluzik-Rostkowska), polityki gospodarczej (Poncyljusz), inwestycji w ramach UE (Jakubiak) a także eksperci od PR-u, spin doctorzy tacy jak Bielan, Kamiński i Migalski. Nowe stowarzyszenie ma w planach przekształcić się w partię polityczną i kandydować w przyszłorocznych wyborach stanowiąc pomost ideologiczny między PiS-em i PO. Biorąc pod uwagę charakter kampanii prezydenckiej mają oni dużo większy potencjał koalicyjny niż Prawo i Sprawiedliwość, więc bardzo możliwe, że zdołają osiągnąć więcej niż wcześniejsze prawicowe inicjatywy jak Prawica Rzeczypospolitej, czy Polska Plus. Moim osobistym zdaniem, taki ruch wśród elit politycznych był nieunikniony i po prostu konieczny, ze względu na stagnację wśród partii politycznych, dodatkowo nie mającą znamion konsolidacji, lecz nietypowego “politycznego pata”.
Ruch Poparcia Janusza Palikota, również jest odpowiedzią na takie zapotrzebowanie. Palikot sytuuje swoją organizację pomiędzy PO, a SLD. Póki co trwa jego żmudna praca nad tworzeniem fundamentów partii, przyszłość pokaże co uda mu się osiągnąć. Obecnemu stanowi rzeczy życzyłbym jeszcze, aby po lewej stronie systemu partyjnego wytworzyło się coś nowego, czy to wskutek rozłamu w Sojuszu Lewicy Demokratycznej, czy wskutek nowej inicjatywy ludzi środowiska Krytyki Politycznej. Chciałbym zobaczyć prawdziwy lewicowy program socjaldemokratyczny.
Podsumowując, trzymam mocno kciuki za nowe ugrupowania, a szczególnie Stowarzyszenie uchodźców z Prawa i Sprawiedliwości. Chciałbym aby odebrali trochę procentów Kaczyńskiemu i udowodnili mu, że linia dialogu jest ZAWSZE bardziej korzystna niż polityka konfliktu i mordobicia, którą reprezentuje on i jego “zakon”. Renegat Palikot tworzy ruch bardziej populistyczny, stąd mam nieco rezerwy wobec jego działań, ale dzięki niemu widzę szanse wypunktowania błędów lewicy i wskutek tego i tam może coś zacznie się dziać. Teraz pozostaje nam uzbroić się w cierpliwość i czekać do przyszłorocznych wyborów, przyglądając się w międzyczasie politycznemu dyskursowi. Ważne by politycy nie przywykli zbytnio do siedzenia na swoich ciepłych fotelach, tylko zakasali rękawy i robili to co do nich należy, bo polityka zmienną jest i Ci sami którzy wynieśli ich do tych foteli, następnym razem mogą ich nich pozbawić.
Panta rhei.
-
Archiwa
- Listopad 2010 (1)
- Sierpień 2010 (1)
- Czerwiec 2010 (1)
- Kwiecień 2010 (2)
- Marzec 2010 (1)
- Luty 2010 (1)
- Styczeń 2010 (3)
- Październik 2009 (1)
- Wrzesień 2009 (3)
-
Kategorie
-
RSS
Wpisy RSS
Komentarze RSS

