Gdy czerń pokrywa czerwieni biel…
10 kwietnia 2010. Godzina 8:56. Rosja. Lotnisko pod Smoleńskiem.Koszmarna mgła. Ciszę przedziera ryk samolotu, krążącego ku lądowisku. Ryk, a zaraz potem ogłuszający hałas i zgrzyt rozrywającej się stali. W tym momencie znika 96 ludzkich istnień…
Prezydent Rzeczpospolitej Polski, Lech Kaczyński, wraz z małżonką Marią Kaczyńską zmierzali na uroczystości upamiętniające 70-lecie Mordu Katyńskiego. Cóż za koszmarna ironia losu. W tym samym miejscu gdzie ponad pół wieku temu stracona została elita intelektualna i oficerska kraju, teraz giną dziesiątki ludzi tą samą elitę reprezentujący.
Na pokładzie poza parą prezydencką znajdowało się 15 posłów w tym dwóch wicemarszałków Sejmu, oraz 3 senatorów w tym pani wicemarszałek Senatu, z praktycznie wszystkich opcji politycznych. Znajdowała się świta elit urzędniczych najważniejszych instytucji państwowych, prezes Narodowego Banku Polskiego, prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego, Rzecznik Praw Obywatelskich, prezes Instytutu Pamięci Narodowej. Znajdowała się prawie cała kancelaria prezydencka. Znajdowali się dowódcy wszystkich armii Wojska Polskiego! Szef Sztabu Generalnego, oraz dowódcy sił powietrznych, morskich, lądowych i specjalnych. W historii powojennego świata, żadna tragedia w żadnym kraju, nie uszczupliła do tego stopnia sił wojskowych. Szczególnie, że narzuca się nam na myśl, tragedia ze stycznia 2008 roku, gdy na lotnisku w Mirosławcu, również w wypadku lotniczym zginęła elita oficerska Wojska Polskiego. W Smoleńsku odeszli również liczni duchowni, legenda Solidarności, Anna Walentynowicz, członkowie Biura Ochrony Rządu, przedstawiciele rodzin katyńskich, którzy lecieli na uroczystości aby uczcić tragiczną śmierć swoich ojców, dziadków, stryjów, a nieprzewidywalny los sprawił, że w tym samym miejscu dołączyli do nich.
Czekałem z napisaniem tego artykułu do dziś, ponieważ wczoraj nie mogłem zebrać myśli, zbyt wielkim szokiem dla mnie była wiadomość o tej tragedii. Te 2 dni są dla mnie kompletnie wycięte z życiorysu. Od rana do wieczora siedzę na portalach informacyjnych, tych polskich i tych zagranicznych. Trudno się pogodzić z tak niewiarygodną tragedią, która atakuje nas znikąd i zastaje kompletnie na nią nieprzygotowanych. Myślę, że mimo zupełności różnic między tymi wydarzeniami, czuję się trochę jak Amerykanie czuli się 11 września 2001.
Symbolika tego miejsca, tego fatum katyńskiego, które na nas ciąży znów nie daje nam o sobie zapomnieć. Sama wiadomość jest szokująca, ale słowa to jedno, a obrazy to drugie. Widok twarzy ludzi czekających na miejscu uroczystości, przerażenie w ich oczach, tuzinów pustych krzeseł przyozdobionych biało-czerwoną flagą, twarz Jarosława Kaczyńskiego, gdy składał wieniec na miejscu odnalezienia ciała jego brata – nie da się nie uronić łzy patrząc na taki obrazek. Nawet takiemu dziennikarskiemu rutyniarzowi jak Piotr Kraśko, łamał się głos gdy stał przed kamerą i opowiadał o tragicznych wydarzeniach w Smoleńsku. Z całego świata nadchodzą kondolencje, na Litwie, w Gruzji, w Rosji, czy w Brazylii ogłoszono żałobę narodową. Poniekąd dzisiejszy dzień jest dużo trudniejszy niż wczoraj, ponieważ o ile wczoraj wszystkie te sensacje nas zszokowały, stały się zlepkiem abstrakcyjnych i zupełnie niewiarygodnych informacji, o tyle do dziś zdążyliśmy już ten straszliwy fakt, że oni wszyscy zginęli, przetrawić. Mnie osobiście słowa “Ostatnia podróż Prezydenta”, które pojawiły się w nagłówkach portali informacyjnych, a określające przetransportowanie trumny ze zwłokami Lecha Kaczyńskiego do Warszawy, kompletnie rozkleiły. Takie proste i przejmujące zarazem.
Co do samej katastrofy nasuwa się kilka pytań. Rzeczą ludzką jest, iż pierwsze pytanie jakie w obliczu takiej tragedii zostaje zadane to pytanie “dlaczego?”. Nie brakuje nam zwolenników teorii spiskowych, którzy będą próbowali przekonywać, iż maczała w tym palce strona rosyjska, lub przeciwnicy polityczni w kraju. Ja mam na ten temat swoją teorię, jeśli ktoś orientuje się jak wyglądało prezydenckie lądowanie w Gruzji podczas wojny, która toczyła się ponad rok temu, to może się domyślać na czym polega ta teoria. Uważam jednak, że w tej chwili nie powinniśmy szukać winnych, rozwodzić się nad tym czy była to wina pilotów, kontroli lotu, stanu samolotu czy może warunków pogodowych. Nawet gdybyśmy znaleźli winnych, to i tak to nie wróciłoby nam zmarłych. Powinniśmy skupić się na przeżyciu tej tragedii we właściwy sposób, każdy indywidualnie, osobiście oddać hołd tym wszystkim ludziom. Nawet jeśli nie każdego darzyło się sympatią, z niektórymi można było się nie zgadzać, krytykować ich nieustannie, mimo wszystko jednak należy mieć szacunek do życia, a także do autorytetu stanowisk jakie wielu z nich obsadzało.
Drugie ważne pytanie jakie się nasuwa to “co teraz?” Na pewno czeka nas teraz zupełny chaos organizacyjny. Marszałek Komorowski, zgodnie z zapisami w Konstytucji RP, pełni obowiązki Prezydenta RP, ale w ograniczonym zakresie. W ciągu 14 dni od objęcia stanowiska musi rozpisać wybory prezydenckie, które muszą się odbyć w ciągu 60 dni od ich ustanowienia. W międzyczasie Parlament musi uzupełnić luki personalne, które powstały po utracie 15 posłów i 3 senatorów. Na ich miejsca wejdą osoby, które znajdowały się na kolejnych miejscach w okręgowych listach wyborczych. Sejm musi wybrać dwóch wicemarszałków, zaś Senat jednego. Prezydent za zgodą Sejmu, lub wedle własnych preferencji musi obsadzić naczelne stanowiska wojskowe, ponieważ Wojsko Polskie po tragedii w Smoleńsku zostało właściwie bez jakiegokolwiek zwierzchnictwa. Muszą zostać obsadzone stanowiska prezesa NBP, IPN, PKOL, Rzecznika Praw Obywatelskich, czy Prezesa Naczelnej Izby Adwokackiej. I to szybko, bo wraz z upływem czasu zwiększy się chaos.
Z drugiej strony jednak to pytanie “co teraz?” może wiązać się z teleologią. Być może powinniśmy sobie zadać pytanie “po co?” Czy da się z tej tragedii, wyciągnąć coś dobrego, stworzyć z tego jakiś fundament, aby poświęcenie tych 96 ludzkich istnień nie poszło na marne. Może to jest moment na przekroczenie pewnych barier, które dzieliły opozycjonistów politycznych, może opierając się na utracie bliskich osób, bo w końcu zginęli reprezentanci wszystkich frakcji parlamentarnych, będą w stanie wypracowywać jakiś consensus, będą w stanie prowadzić politykę porozumienia, a nie konfliktu jak to było do tej pory. W obliczu niewyobrażalnych tragedii jak ta, ludzie mają tendencję do jednoczenia się, znajdywania więzi, których wcześniej nie dostrzegali lub nie chcieli dostrzegać. Po 11 września, przynajmniej przez jakiś czas zniknęły podziały na Republikanów i Demokratów, po zamachach w Londynie, ramię w ramię stali Konserwatyści i Labourzyści, po śmierci Jana Pawła II cały świat ogarnęła żałoba, modlili się zarówno muzułmanie jak i katolicy i prawosławni. Ludzie w takich sytuacjach szukają oparcia w swojej tożsamości narodowej, często opartej na religii i wspólnych autorytetach.
Dziś nad grobem Lecha Kaczyńskiego ronią łzy także jego najzagorzalsi przeciwnicy. Adam Michnik, redaktor naczelny Gazety Wyborczej, którego kontakty z Prezydentem były dalekie od poprawnych, powiedział że “czuje się jakby został osierocony”. Lech Wałęsa, który sądził się z Kaczyńskim i od czasu rozpadu Solidarności krytykował go, teraz publicznie przeprosił za to co mówił, dodając, że ta tragedia głęboko nim wstrząsnęła. Kto interesował się polityką Polska-Rosja, wie, że relacje między Lechem Kaczyńskim, a Vladimirem Putinem były raczej chłodne. Być może to co się stało, sprawi, że coś się w naszych relacjach poprawi, być może Katyń, który stał się przedmiotem naszego wieloletniego konfliktu, stanie się też jego rozwiązaniem. Widząc minę premiera Putina oddającego hołd przed trumną ś.p. Lecha Kaczyńskiego i jego minę wyrażającą autentyczny żal, jestem skłonny być takim optymistą. Pamiętnym obrazkiem będzie moment gdy Putin objął ramieniem Donalda Tuska, gdy ten składał wieniec w miejscu wypadku. Najbardziej wstrząsająca była chyba dla mnie właśnie reakcja premiera Donalda Tuska. Wiemy wszyscy, że nie dogadywali się z Prezydentem, ciągle spierali się w sprawach kompetencyjnych. Zwykły widz, z mediów mógłby wywnioskować, że się nienawidzili. Reakcja Tuska jest jedną z rzeczy, które mnie rozbiły. Mimo, że wiem że to człowiek o niebywale rozwiniętej grze aktorskiej, który każdą minę i gest ma ułożoną w swoim scenariuszu, to nie wierzę, aby ta jego reakcja była w jakimkolwiek stopniu przygotowana. To co zobaczyłem w oczach Tuska, sprawiło że ścisnęło mnie w gardle. I to jest piękne, że w tej sytuacji odrzuca się na bok wszelkie spory, wszelkie podziały jak mówił p.o. Prezydenta, Marszałek Komorowski w swoim orędziu do narodu. Nikt nie ma wątpliwości, że Lech Kaczyński kochał Polskę i był człowiekiem dobrym i w tej chwili jedynie to się liczy.
Statystycznie mało który Polak interesuje się w stopniu większym niż przeciętny polityką. W tej sytuacji chyba wolałbym być w tej większości, ponieważ mając ciągły kontakt z mediami, czytając gazety, śmierć tych ludzi jeszcze bardziej mi doskwiera. Gdyby to byli anonimowi ludzie, jakiśtam Skrzypek, jakiśtam Gosiewski to, na pewno byłoby mi ich żal, pomodliłbym się za ich dusze, ale nie doznałbym takiego wstrząsu jakiego doznałem wczoraj. Jeszcze kilka dni temu słyszałem wypowiedzi w telewizji posła Karpiniuka, czytałem o marszałku Szmajdzińskim, o tym że szykuje się do kampanii prezydenckiej. Nie tak dawno wysyłałem maila do biura poselskiego Zbigniewa Wassermanna, a dziś nawet gdyby był zainteresowany, nie mógłby mi już odpisać. Mam wrażenie jakby odeszli ludzie bliscy, mimo że nie miałem z nimi nic wspólnego, nie powinny mnie z nimi łączyć żadne więzi, to jednak, tak na ludzki sposób, media zbliżyły je do tego stopnia, że czuję ogromny żal po ich utracie.
Bronisław Komorowski ogłosił tygodniową żałobę narodową. Przeżyjmy ją jak należy, oddajmy przynajmniej w ten sposób hołd ludziom, którzy poświęcili wiele lat swojego życia pracy dla dobra publicznego. Których sami wybraliśmy i którzy zginęli chyba w najbardziej zacny dla nich sposób, pełniąc obowiązki urzędowe.
“Czemu, Cieniu, odjeżdżasz, ręce złamawszy na pancerz,
Przy pochodniach, co skrami grają około twych kolan? -
Miecz wawrzynem zielony i gromnic płakaniem dziś polan;
Rwie się sokół i koń twój podrywa stopę jak tancerz.
- Wieją, wieją proporce i zawiewają na siebie,
Jak namioty ruchome wojsk koczujących po niebie.
Trąby długie we łkaniu aż się zanoszą i znaki
Pokłaniają się z góry opuszczonymi skrzydłami
Jak włóczniami przebite smoki, jaszczury i ptaki…
Jako wiele pomysłów, któreś dościgał włóczniami…”
/ Cyprian Kamil Norwid /
-
Archiwa
- Listopad 2010 (1)
- Sierpień 2010 (1)
- Czerwiec 2010 (1)
- Kwiecień 2010 (2)
- Marzec 2010 (1)
- Luty 2010 (1)
- Styczeń 2010 (3)
- Październik 2009 (1)
- Wrzesień 2009 (3)
-
Kategorie
-
RSS
Wpisy RSS
Komentarze RSS


