Sapoko's Blog
The truth is out there…

paź
08

Wszystko zaczęło się w pięknej krainie mlekiem i miodem płynącej. Aby mieszkańcom krainy owej żyło się jeszcze lepiej, najmądrzejsi z mądrych zasiadających w prestiżowym parlamencie, zdecydowali, iż należy ustanowić dopłaty do różnych gier hazardowych, bo to złe w końcu. Wraz z wejściem w życie tych zapisów prowadzenie takich uciech jak jednoręcy bandyci czy audiotele kosztowałoby znacznie więcej, bo aż pół miliarda złotych, które trafiłyby do kiesy Skarbu Państwa, a stamtąd bez wszelkiego wątpienia zostałyby rozdysponowane dla zwykłych obywateli.

Niestety jak to w bajkach bywa musiał się pojawić jakiś nikczemny antagonista, niweczący cała sielankę. Pół miliarda trafiłoby do dyspozycji państwa, ale te same pół miliarda wypłynęłoby z kieszeni właścicieli tychże sieci hazardowych obłożonych niefortunną z ich punktu widzenia dopłatą. I tak sprawą w sposób bezpośredni zainteresował się Rysiu, właściciel jednej z prominentnych sieci kasyn. Skontaktował się on ze swoim człowiekiem wewnątrz parlamentu, Zbyszkiem.  Zbych niestety, jak sam twierdzi zresztą, jest mało asertywnym chłopcem, więc odmówić mu nie wypadało. Obiecał, że spróbuje wpłynąć na anulowanie wpisów o dopłatach do hazardu podczas nowelizacji ustawy.

Projektem ustawy jednak zajmował się niezłomny Jacek. Nie pozwolił on na zmianę wpisów o dopłatach. Ryśkowi i jego kolegom ze szczytów firm hazardowych nie spodobało się to, że Zbyszek nic nie wskórał, więc kazali mu nadal naciskać na Jacka, ale zaangażowali w to też swojego agenta #2, czyli Miro. Miro zajmujący się resortem sportu, zaczął czarować przełożonego Jacka, który zupełnie przypadkiem też zwał się Jacek, aby anulował bezsensowny jego zdaniem wpis o dopłatach. Jako argument dał zbliżające się nieuchronnie niczym koniec świata, Euro 2012, oraz rezygnację z części planowanych inwestycji. Krótko mówiąc, obiecał kasę ze swojego resortu zamiast wysysania biednych kieszeni Rysia i koleżków. Jacki jednak nadal trwały uparcie przy swoim.

W tymże jednak momencie do bajki wkracza nowy bohater. Niczym rycerz na białym koniu, pojawia się Mariusz, szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Okazuje się, że jego organizacja rozszyfrowała zamiary podłej kliki, więc informuje o tym Donalda Pierwszego, zastrzegając, iż są to dane poufne o wadze tajemnicy państwowej. Przekazuje mu również stenogramy rozmów między Ryśkiem i jego wtykami w parlamencie. W zapisach tych rozmów pojawia się także tajemniczy Grześ.  Po uzyskaniu tych informacji Donald wzywa do siebie na dywanik dwóch Jacków, Zbyszka, Mirka i swoją drugą rękę  Grzesia, aby upewnić się o płynności prac nad nowelizacją ustawy. O czym dokładnie rozmawiają nikt nie wie, wszyscy dostają nagłej amnezji.

W każdym razie kilka dni później Rysiu zrywa wszelkie kontakty ze swoimi koleżkami, oraz Zbyszkiem, Mirkiem i Grzesiem. W jaki sposób wszedł w posiadanie wiedzy o tym że CBA ich rozpracowuje? Czyż nie sam Donald posiadał taką informację od Mariusza? Czy spotkanie za zamkniętymi drzwiami było rzeczywiście skupione tylko i wyłącznie na temacie nowelizacji ustawy jak twierdzi Donald, czy na pewno nie chlapnęło mu się nic o akcji CBA o nazwie “Black Jack”?

Mariusz zauważywszy, że coś jest nie tak, informuje znów Donalda o możliwym przecieku. Informuje o tym także Lecha Wielkiego, a także Andrzeja, z resortu sprawiedliwości. Zaznacza iż, jest duże prawdopodobieństwo lobbowania przez Mirka i Zbyszka na rzecz Ryśka i koleżków.  Sprawa zaczyna wychodzić na światło dzienne. Donald stanowczo zaprzecza jakoby przekazał tajne informacje komukolwiek, zwalnia za to Zbyszka z funkcji przewodniczącego klubu i szefa komisji finansów. Miał rację, Zbyszek był najbardziej upaprany, bo stenogramy są właśnie z rozmów jego i Ryśka. Poza tym przy tłumaczeniu się mediom, pocił się jak mysz, coś było na rzeczy. Opozycja jednak grzmi, aby wyjaśnić sytuację. Stołek traci więc też Miro, Donald przestał mu ufać? Mirek do winy się nie przyznaje i “w pełni suwerennie składa dymisję na ręce premiera”, co oznacza koniec końców że poszedł do wylotu.

To jednak dopiero początek pogromu jaki się rozpoczął.  Nadal pozostaje problem przekazania poufnych informacji państwowych, co jest przestępstwem. Pozostają też wątpliwości co do tajemniczego Grzesia z zapisów, który przestaje być tajemniczy gdy Mirek i Donald wprost mówią o kogo chodzi. Donald Pierwszy musi sobie więc radzić ze sporym galimatiasem i to w okresie przedwyborczym. Sondaże mu spadają, jego partii lecą na łeb na szyję, a tak bardzo chciał wygryźć ze stołka Lecha Wielkiego. Postanawia więc rzucić wszystko na jedną kartę…

Do dymisji idzie Andrzej, ten od sprawiedliwości, za to że jako osoba dająca wzór na niezawisłość i bezstronność prokuratury, pozwolił sobie na publiczne stwierdzenie że “Miro i Grześ są niewinni”. Zostało to odebrane jako sugestia, więc Andrew Out !

Następny leci Adam z resortu gospodarki, który pozwolił sobie opiniować wpisy do nowelizowanej ustawy – te same wpisy o które rozpętała się wojenka. Donald stwierdził, że ufa mu ponad wszystko, prawdziwa miłość, nie ma co, ale w swoim rządzie musi mieć osoby poza wszelkim podejrzeniem.

W końcu przychodzi kolej na najbardziej oczekiwaną decyzję. Prawa ręka Donalda Pierwszego, Grześ Drugi za to, że pojawił się w stenogramach, także zostaje odsunięty od rządzenia, daje jednak pewność iż Grześ zostanie przewodniczącym klubu na miejsce niegodnego Zbyszka. Także z łezką w oku i także z okazaniem pełnego zaufania. Poza nim Donald pozbywa się ze swojej kancelarii także Sławka, Pawła i Rafała. Mówi iż przygotowuje się na wojnę z Jarkiem na szczycie i do tego potrzeba mu zdolnych oficerów, także Grześ i jego komendanci Sławek, Paweł i Rafał mają być na pierwszym tej krwawej wojny froncie.

Pozostaje jedna kwestia, Donald wściekł się na Mariusza za to że jest nadgorliwy i sprawił iż ten był zmuszony do przeprowadzenia takiej rzezi w swoim gnieździe. Postanawia więc brutalnie się z nim rozprawić i zrzucić go ze stołka. Ten jednak pewien swoich racji trzyma się go zębami i pazurami….

I tak się ta historia kończy, a przynajmniej na razie,  bo w terminologii policyjnej nadal jest “rozwojowa”. Teraz wszyscy bardziej skupiają się na wojnie Donalda i Mariusza, niż na całej Hazard Gate która to wszystko rozpoczęła. A Donald swoją bezlitosną decyzją spowodował ustabilizowanie się swoich własnych sondaży w walce o prezydenturę, ale za cenę ogromnego skandalu i powolnego, jak myślę, upadku swojej partii… Czy warto było?

Bajka nadal się rozwija, ale wytrwałym w jej śledzeniu proponuję zażyć jakieś walium na uspokojenie i coś na wrzody żołądka….

wrz
12

Kroczę już ponad 20 lat po tym łez padole (no dobrze, wcześniej pełzłem i raczkowałem) i życie nadal nie przestaje mnie zadziwiać. Dość tego, że z racji tego, iż pracuję wśród ludzi, jestem zewsząd atakowany przez Nich, wracam do domu, włączam TV, widzę Ich, próbuję szukać ratunku w Internecie i znów, porażka. Oni, czyli mężczyźni stylizujący się na, ni to mężczyzn, ni to kobiety, ni to niewiadomoco… Chyba narodziłem się w złej epoce, ponieważ nikt nie jest w stanie mi wmówić, że Ci ludzie “mają takiego stajla” i dobrze im się nosi w ten sposób. Okularki w panterkę, włosy zrobione “na mokro” przysłaniające wypudrowane policzki, obcisłe sweterki z dekoltem po pępek, a pod spodem T-shirt z obowiązkowym nadrukiem błyszczącym brokatem niczym tort urodzinowy. Do tego bardzo obcisłe spodnie, najlepiej lekko przydarte, dobrze widziane rurki i zwieńczenie trampkami złożonymi z większej ilości barw niż obsługuje standardowe oko. Poczekać aż dzieci zaczną dostawać ataków epilepsji, widząc takie strachy na wróble na ulicach… Nie, po prostu nie jestem w stanie tego pojąć ! Co się stało z facetami u licha, co ich tak cholernie zmieniło…

Co do problemów z płcią to wyczytałem ostatnio o kolejnym absurdzie. W dodatku rodem z PRL-u (czy może raczej z NRD). Bohaterem/ką (?) jest Caster Semenya – niedawna mistrzyni (?) świata w biegu na 800 metrów. Już po uzyskaniu tytułu i medalu panowie z komisji antydopingowej zaczęli się zastanawiać nad tym jak męskie rysy ma Caster. No i po badaniach wyszło szydło z worka… Otóż mamy do czynienia z hermafrodytą, czyli potocznie obojnakiem. Efektem czego w dowodzie Caster wpisane ma kobieta, ale siła dorównuje niejednemu chłopu ! I nie ma w tym oczywiście jej winy, takie choroby genetyczne się zdarzają – należy tu jednak ostro skrytykować trenera, który Caster do zawodów dopuścił. A pan trener był już komisji doskonale znany – rodem z NRD, praktykujący różne wątpliwe metody wedle zasady “cel uświęca środki”. Już w tych “złotych latach” Szanowny Pan lubił bawić się w przebieranki swoich podopiecznych, humor się go trzymał to czemu i teraz miałby go opuszczać… My się Panie Trenerze nie damy, tamte lata już nie wrócą, o nie…!

No pewnie, że nie wrócą. W końcu przed Polską świetlana przyszłość. Przynajmniej wg George\’a Friedmana. Wykosimy ciotuszkę Moskwę z pomocą USA, nasze wpływy znów po 400 latach, sięgną Morza Czarnego. Staniemy się wielką potęgą na naszym kontynencie. To czym my się właściwie Panowie i Panie politycy, drodzy koledzy i Wysoka Izbo, martwimy? Jaki kryzys? Jakie gazociągi? Pan Friedman jednakże ostrzega.. oj ostrzega. W połowie XXI wieku czeka nas wojna ! Lepiej zabezpieczmy się już dziś – kupmy stare czołgi spod Wołgogradu od Ruskich, zanim ich wykosimy, będą jak znalazł. Daję głowę, że czynnikiem do rozpoczęcia wojny będzie organizacja Euro 2012.

Na poprawę nadszarpniętego ironią humoru geniusz poetycki . Jestem oczarowany tym jak cudnie można wystrychnąć dziada na dudka.

Zobaczmy co wylosuje wujek Winamp – Daft Punk – Aerodynamic . No tak, odrobina elektronicznego funku, granego przez panów w kombinezonach i kaskach niczym Power Rangers. To chyba najlepsze co mogłem trafić na zakończenie tego pełnego absurdu dnia…
PS. Słyszałem, że Doda kręci z Nergalem……………….. Ta Doda z tym Nergalem . Z tego zespołu.  Powodzenia życzę na nowej drodze życia…

wrz
11

W ostatnich dniach ogarnął mnie lekki marazm – no może wcale nie taki lekki… Zastanawiam się czym jest to spowodowane, być może tym że uległem zrutynizowaniu. Rano wstaję i albo pędzę do pracy albo zajmuję się stertą codziennych czynności, których nie cierpię tak samo jak i tej pracy.  Szukam więc na siłę, czegoś co zapchałoby w ciekawy sposób luki w moim dziennym harmonogramie zajęć – może stąd też ten blog. Chyba powinienem kupić sobie psa.. a nie, przecież już go mam.

Planowałem pisać książkę. Konkretniej, kontynuować wypociny które kiedyś tam zacząłem wypisywać, lecz teraz gdy tak na nie patrzę to dochodzę do wniosku, że to nie to, że teraz napisałbym je w zupełnie inny sposób – i figa z makiem. Jak by to odparł Marek Kondrat “dupa z pisaniem, *** z poczytaniem” w przesławnym “Dniu Świra”.  Próbowałem coś komponować na gitarze, ale na to trzeba weny. Pozostaje mi poddać się tej rutynie i mieć nadzieję, że jutro wstanie nowy, lepszy dzień.

A skoro już o tym mowa to humor poprawia mi aktualnie Gordon Matthew Sumner, bliżej znany jako Sting, ze swoim ponadczasowym hitem “Brand New Day”. Zawsze twierdziłem, że bardziej cenię podkłady od linii wokalnych w muzyce, w końcu to szkielet każdego utworu. Bez wokalu muzyka przetrwa, bez muzyki wokal jest zwykłą deklinacją. Sting jednakże, ma tak wyjątkowy głos, że nie sposób odwrócić uwagi od jego linii wokalnej. Family Guy sparodiował kiedyś Stinga, że w jego śpiewie można zrozumieć tylko 3-4 wyrazy, które przeważnie tworzą tytuł utworu. Miałem niemały ubaw gdy słuchając “Brand New Day” musiałem w pełni zgodzić się z tą anegdotą.

Dla potomnych Sting – Brand New Day

P.S   A polska piłka nożna w końcu się podniesie… musimy tylko wprowadzić w PZPN grupę z Zimbabwe, selekcjonera z Kuala Lumpur i 11stkę z Wysp Wielkanocnych (no,  na bramkę stary dobry Tomaszewski).

Grzegorzu Lato, Leo – nie idźcie tą drogą !

wrz
10

Hej przygodo !

Trwało to jakiś czas, ale w końcu zdecydowałem się stworzyć tego bloga. Chyba skłoniłaś mnie do tego Ty… i chyba zupełnie nieświadomie.

W tej chwili mam w głowie zarys planu jak miałby ten blog wyglądać, czas pokaże czy mój słomiany zapał wytrzyma. Otóż, chciałbym wpisywać tu rzecz jasna swoje przemyślenia na różne tematy, wieńcząc je losowo wybranym przez mojego Winampa kawałkiem z mojej niezbyt-obszernej-acz-wysublimowanej-do-cna listy utworów i krótką recenzją tegoż utworu. Powinno wystarczyć na kilka lat ciągłego skrobania, ale co z tego wyjdzie to się okaże…

Dosyć chłodnej rezerwy, zakasujemy rękawy i do roboty !